Gdy czytałam "Sklepy cynamonowe" i "Sanatorium pod Klepsydrą", zapewne byłam oszołomiona. To było wejście we wcześniej nieznany świat - niewiele wtedy zrozumiałam, a dziś niewiele pamiętam (nie wiem dlaczego, ale nie lubię wracać do przeczytanych książek, tak, jakbym się bała, że kolejne wejście w świat Autora nie będzie miało już takiego ciężaru gatunkowego).
Jednak każda książka, która kiedyś okazała się dla mnie ważna - pozostawia na zawsze klimat, zaczarowanie, coś Ponad. I tak było z twórczością Brunona Schulza i Drohobyczem.
Miasteczko to kojarzyło mi się z mitycznym, odległym, niebyłym już niemal, ale gdzieś istniejącym miejscem, poza zwykłym czasem i każdą inną zwykłością. I tak bardzo chciało się tego spróbować - zapachu powietrza, koloru poranka, południa, wieczoru, wszystkiego tego, co Autora tak usposobiło, że wyczarował, zaczarował...
Zapewne wielu z nas tak właśnie jawią się Kresy - nostalgicznie, mitycznie, zatrzymane w kadrze, w sepii bardziej niż w kolorze, który gdzieś tam pojawia się wraz ze wschodem słońca, z rozgrzaną bielą południa, z zachodzącą za horyzont świetlną kulą, na którą spogląda perlisto-chłodny...
Marzyłam o Drohobyczu, a tym bardziej wydawał mi się czarowny, im bardziej byłam pewna, że na Planecie Drohobycz nigdy się nie znajdę... A przecież była tak blisko, ledwie kilka godzin drogi od mojego rodzinnego miasta.
Ha, nie tylko czas bywa względny, przestrzeń też!
Ale niezbadane są wyroki czasoprzestrzeni i w Drohobyczu, całkiem niedawno, jednak się znalazłam. Miałam też okazję udać się do jednych z najpopularniejszych przed wojną wód, do Truskawca.
Pominę kwestie historyczno-polityczne, bo Schulzowy świat jest od nich... prawdziwszy i ciekawszy, i...
I! Jestem w Drohobyczu, nie takim już, jak za Brunowych czasów... Ale, czy coś tam zadrgało, czy coś zagrało w sercu? Lato było upalne, miasto ciche i spokojne, kościół (pw. św. Bartłomieja, fundowany jeszcze przez króla Władysława Jagiełłę) - zadziwiająco monumentalny i coraz piękniej się prezentujący, w trakcie renowacji, po sowieckiej barbarii...
I tablica w Tym miejscu, gdzie przedstawiciel innej barbarii zwyczajnie zastrzelił Artystę, a ten dołączył do Chóru tych, którzy... non omnis moriar...
DROHOBYCZ
 |
Drohobycz, portal wejściowy kościoła św. Bartłomieja |

|
Kościół św. Bartłomieja, słynne płaskorzeźby, od których podobno wywodzi się powiedzenie "Ręka, noga, mózg na ścianie" ;-)
|
 |
wnętrze kościoła św. Bartłomieja |
 |
Cerkiew pw. św. Jura, wpisana na listę UNESCO |
A jutro zapraszam do Truskawca.